"DAMY
CZY NIE DAMY- RZECZ W KARCZMIE"
Z racji że
często przesiaduje w karczmie
widzę masy przedstawicielek
płci pięknej.
Przechodzimy drogie panie między
stolikami kręcąc biodrami,
uśmiechamy się odsłaniając
rząd białych ząbków,
odgarniamy niesforne kosmyki
włosów, odrzucamy pukle które
są tak długie że aż się po
ziemi ciągną, chichoczemy,
złościmy się i pijemy tyle co
nie jeden krasnolud by się nie
powstydził.
Do czego zmierzam?
Mimo koronek, butów na obcasach,
obcisłych ubranek większość z
nas nie zachowuje się jak
kobietki. Smarkamy, nosimy miecze
które w większości są
cięższe od właścicielek,
klniemy, kłócimy się z
mężczyznami, obrzucamy się
wyzwiskami i kuflami.
Pewien mężczyzna powiedział mi
że nie potrzeba aniołów.
Cnotek, które rzęsami
zamiatają podłogę. Koleżanka
zaś moja stwierdziła że na
takie "aniołki" nie
zwraca się zbytniej uwagi.
Od kiedy na kobietę nie zwraca
się uwagi?
Brakuje moi drodzy w Galimorze
kobiety. "Kobiety" nie
barbarzyńcy czy wypicowanej
damulki. Kobiety która nie jest
w stanie rzucać karczemnymi
ławami, unosić się w powietrzu,
która nie smarka po kontach i
nie rzuca uroków. Która wchodzi
do karczmy i po prostu zamawia to
po co przyszła, a nie świeci
oczami, nie nasuwa mocniej
kaptura na głowę jakby się
bała przeciągów że jej uszy
zawieje i siadającej w cieniu
tak jakby blask od kominka czy
światła słonecznego
wpadającego przez okna mógł ja
zabić.
Pytam się was drodzy
Galimorczycy gdzie się podziały
kobiety?
Śmieszne powiedzie. No śmieszne,
zwłaszcza ze autorka tego tekstu
jest właśnie taka wulgarna i
ćmiąca fajkę barbarzyńska
kobietka. Śmieszne jest to że
nie zmieni się mody panującej
na typ kobiety Galimoryjskiej i
to że lepiej jest "zgapić"
od innych pomysł na postać niż
samemu się wykreować.
To może inaczej.
Gdzie się podziały dawne
kobiety Galimoryjskie, te które
jedna od drugiej się różniły
i przeganiały w oryginalnych
pomysłach?
|

Hybryda
|
"MODNISIE
W KARCZMIE"
Siedzę ostatnimi
czasy w karczmie, okna
pootwierane, wachluje się ręka,
środek lata. Popijam zimne piwo
i nagle wpada jedna z tych
modniś.
Upał potworny- ta zaś jakby nic
nie czuła wpada do karczmy.
Włosy piękne kasztanowe,
długie, prawie ciągną się po
ziemi. Ściśnięta skórzana
bluzeczka tak że aż na twarzy
zbladła, pewnie z braku dopływu
powietrza.
Poprawiam się na krześle i
obserwuje ją dalej. W ręce
pejczyk trzymała, pewnie konno
pomyślałam, ale zaraz wzrok
mój na skórzane buty na obcasie
wylądował. Nie możliwe żeby w
takim czymś było można było
utrzymać nogę w strzemionach.
Głową tylko kiwam i dalej
piękną wzrokiem taksuję.
Spódnica również skórzana,
długa, z rozcięciami po bokach,
tak ze jak szła zgrabne nogi co
rusz się pokazywały i na nowo
znikały zmuszając do ciągłego
obserwowania ich jeśli by
chciał je dokładnie
anatomicznie przestudiować.
Wszystko to czarne i jak już
wcześniej wspomniałam skórzane.
Patrzę w okno i oczom nie wierze
że kobieta ta jakby nigdy nie
przez karczmę przechodzi i przy
stoliku siada, a gorąc taki że
nawet ptaki przestały ćwierkać.
Pot powinien się z niej lać
ciurkiem. Magiczna jakaś myślę
sobie.
Zdziwieniem tez napawa mnie jak w
zimę kiedy przy kominku siedzę,
grzeje się, a panny cnotliwe do
karczmy wpadają w zwiewnych
sukniach z odsłoniętymi
ramionami i boso.
Paranoja moje drogie panie. Gdzie
smak i dbałość o siebie?
Kto zadba o was jak nie wy same?
Patrzcie że czasem na pogodę za
oknem, i to w jakich czasach
żyć nam przyszło. Bo jak cię
widzą tak cię piszą. Tedy
apeluje do waszej wyobraźni by
rozglądnęła się czasem w
koło nie tylko po skrzyniach i
szafach z ubraniami.
Koło gospodyń
galimoryjskich
|