Numer: 1 2 3 4 5
 
 


Rozmowy przy świecach Crade'a z liczem...
Drzwi wielki, dębowe, przepięknie rzeźbione, w połowie korytarza na głucho zamknięte stoją. Klamka ich srebrna, grawerowana w kształcie ogona smoczego. Na nim napisy w językach trzech: Elfim, Niebiańskim oraz otchłannym. Każdy z nich to samo znaczenie ma, choć dla ras mówiących tymi językami oznacza coś innego zupełnie. Śmierć nie jest zniszczeniem życia... Jest początkiem... U góry drzwi, w drewnie ptak wielki wyrzeźbiony, farbą na czarno pomalowany... Kruk, z uniesioną do góry głową, rozpostartymi skrzydłami... A pod nim napis kolejny: Usstan doerrus rath ulu Dos, l' toha i'dol, nindel Usstan zuch xun.... U dołu, również rzeźbienia widać, tym razem jednak jest to piękny wierzchowiec stojący dęba, o grzywie płomiennej. A przy nim napis kolejny: Ostatnia godzina jest jednakowa dla wszystkich. Kolory naniesione na te dzieła sprawiają, iż żywymi obrazy wydać się mogą... Że kruk odleci za chwilę, a koń do galopu się zerwie...
  Klamka jednak po chwili naciśnięta zostaje...
 Drzwi otwierają się z cichym skrzypnięciem... A widok... Ach, toż to już ni ta sama komnata co niegdyś... Większa stanowczo, i wyższa... Na tyle, że sufit w mroku ginie. Na samym środku stolik, a na nim skrzynka. Mała, drewniana, z okuciami, na kłódkę zamknięta. Dokoła niej czerwona linia na podłodze namazana. Pod jedną ze ścian łoże wielkie, z baldachimem... Wiele poduszek różnego kształtu i koloru leży na nim. Niedaleko całkiem biurko stoi, masywne, z ciemnego drewna jakiegoś. Na nim notatek wiele, piór połamanych i buteleczek z atramentem w różnych kolorach... Obok biurka dwa fotele ustawione. Na jednym wysoki mężczyzna o włosach czarnych z końcami czerwonymi zasiada. Sam zasiadłem naprzeciw. I tak to się zaczęło.
<Crade>  

Witaj Estravanie. Jako że nasza redakcja otworzyła niedawno rubrykę w której przybliżamy postacie niektórych mieszkańców naszej krainy chciałbym zadać Ci kilka pytań. A spotkanie i rozmowa z prawdziwym liczem może być za prawdę pouczająca a zarazem intrygująca. A właśnie takie postaci chcielibyśmy przybliżać naszym czytelnikom. Więc jeżeli można chciałbym zadać Ci kilka pytań. *spojrzał na niego wyczekująco nic nie mówiąc*

<Estraven>  
*Spojrzał spod lekko zmrużonych powiek, jakby odrobinę znudzony...* Jeśli będę mógł odpowiedzieć, uczynię to... *Rzekł cicho, grobowym głosem. Chochlik, który do tej pory stał obok fotela nieumarłego podszedł do redaktora i szmatką zaczął czyścić jego buty...*
<Crade>  
*czarnowłosy spojrzał na chochlika z uśmiechem* - Przydatne stworzonko... *Wyciągnął z kieszeni płaszcza swego, zwinięty w rulonik pergamin do którego zajrzawszy po raz kolejny podniósł wzrok na Estravena* - Zaczynajmy więc... Powiedz nam... *spojrzał na niego uważne* - Jak to się stało... Jak stałeś się tym, kim teraz jesteś?
<Estraven>  
To on sprawił, że ciało me, za sprawą mej woli i odrobiny magii znów poruszać się zaczęło...
Wtedy jednak już postanowiłem się zmienić...
Forma, którą widzisz przed sobą... *Tu wskazał na swą twarz i całą swoją posturę.* powstała dużo później...
<Crade>  
To on? *zapytał wyraźnie zainteresowany* - Czyli kto? Istota boska? Nekromanta?
<Estraven>  
Powiedziałem już, że imienia jego wyjawiać nie chcę, chyba, że zgodzi się on na to...
W każdym razie nie chciałem już być śmiertelnikiem. Postanowiłem kompletnie odciąć się od mej przeszłości...
<Crade>  
- Dobrze, więc... *Odparł odrobinę zawiedzony* - Czy wraz ze swoja śmiertelnością straciłeś także przeszłość swą?
Chodzi mi tu głównie o pamięć Twą? Czy umarła ona wraz z ciałem twym?
<Estraven>  

Za sprawą wielu zaklęć nekromantycznych, jak i tych z dziedziny transmutacji, a także poświęconego czasu zmieniłem się nie do poznania... Chciałem, ach, jak bardzo, zapomnieć o mej przeszłości... Jednakże wspomnienia tak dokładnie wyryte w mej duszy nie chciały odejść...
Próbowałem... Wygląd mój odmieniony, inne imię... Nie udało się jednak... Nawet jako Ravnos, wciąż pamiętałem o elfie, Vegaheerze...
*Chochlik podniósł nieco but redaktora i zajrzał pod spód...* Fuj... *Rzucił piskliwym głosikiem.* Ktoś tu za dużo siedział w stajni...
<Crade>  
- Wynocha pomiocie... *mruknał do chochlika*
*po chwili jednak wzrok na powrót przeniósł na Estravena* - Elf... *na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech* - Tak wiec elfia natura może była powodem chęci zmiany?
<Estraven>  
*Mężczyzna zignorował chochlika i spojrzał na redaktora...* Nie... To słabość... Jako śmiertelnik nie byłem nigdy wystarczająco silny, by samotnie móc przeżyć...
Jednakże jako Ravnos... Jako licz już wtedy... Taak... Miałem szanse... Przynajmniej tak mi się wydawało... *Głos do szeptu zniżył i oparł się wygodniej.*
<Crade>  
- Mimo że do silnych nie należałeś... Jednak jam "poprosiłeś" o swą nieumarłość a nie byłą ona spowodowana powiedzmy przyczynami naturalnymi czyż nie?
<Estraven>  
Moja zgoda na wieczne życie spowodowana była chęcią... *Zastanowił się chwilę...* Potęgi? Chęcią mordu? A może chęcią przeżycia?
Nie wiem dziś już tego, bo przejęty mą śmiercią za bardzo od zmysłów odchodziłem...
Wiedziałem, że chcę kontynuować moją egzystencję... I tylko to się liczyło.
<Crade>  
Kontynuować ja wiecznie? Czyż tak?
<Estraven>  
Dopóki starczy mi sił... Dopóki zmiany na świecie nie przytłoczą mnie na tyle, bym zechciał odejść...
<Crade>  
A twój "przetrwalnik" czy jak to się fachowo nazywa - relikwiarz? To on pozwala ci żyć?
<Estraven>  
Tak... Widzisz, przemiana w lisza nie jest prosta... Wymaga to wielu zaklęć nekromantycznych... Po krótce jednak wygląda to tak. Z "ofiary" że tak to ujmę wyciąga się duszę... Rozrywa się ją na dwie części. Jedną zwraca się ciału... Drugą natomiast zaklina w relikwiarzu... Może to być przedmiot... Nie musi jednak... On zapewnia mi nieśmiertelność... Dzięki niemu, nawet, gdy ciało ulegnie kompletnemu zniszczeniu, mogę odrodzić się w niemal niezmieniony.
Niemal mówię, gdyż wciąż zaklęty fragment duszy należy do Vegaheera... Nowe ciało, byłoby jego ciałem, gdyż takim on je zapamiętał...
<Crade>  
Więc połowa duszy zaklęta jest w relikwiarzu i gdy ciało twe obecne zostałoby zgładzone mógłbyś się z niego odrodzić czyż tak?
<Estraven>  
Tak mniej więcej to wygląda...
<Crade>  
Lecz tak na zdrowy rozum gdyby twa obecna postać uległa zagładzi i chciałbyś się ponownie odrodzić z relikwiarza to w relikwiarzu pozostałaby jeno jedna czwarta twej duszy czy to nie zbyt mało?
<Estraven>  
Nie... Widzisz, ze względu na... jakby to nazwać... *Zastanowił się chwilę...* Przedłużanie swego życia, w nieskończoność nie jest czynem chwalebnym... Moja dusza nie zazna już spokoju... Skazana na potępienie w razie śmierci... Dzięki relikwiarzowi, część, która uleciała z ciała, łatwo wraca do nowego... Nie tracę ani kawałka...
Problemem jednak jest tylko połowa duszy w mym ciele... Przez to zatracam niektóre elementy mojego... Hmm... Że tak to nazwę "człowieczeństwa"
<Crade>  
Rozumieć mam wiec, że po zniweczeniu twego obecnego ciała ta połówka duszy któa w nim jest zawarta wraca do relikwiarza gdzie może być na powrót podzielona tak?
<Estraven>  
Nie... Nie wraca... Błąka się po świecie, aż ciało przyzwie ją do siebie... Tak najprościej chyba będzie mi to ująć...
<Crade>  
Więc jaka w tym rola relikwiarza?
<Estraven>  
On jest łącznikiem, między ciałem a duszą... To on ściąga najpierw duszę do siebie, a później dopiero oddaje ciału... Wcześniejsze, proste wytłumaczenie miało na celu uproszczenie sprawy, nad którą można by się bardzo długo rozwodzić...
<Crade>  
Myślę, że przybliżyliśmy naszym czytelnikom sprawę relikwiarza... Lecz może porozmawiamy o tych niezbyt miłych sprawach związanych z byciem nieumarłym o którym wcześniej napomniałeś...

 

 

 

 
<Estraven>  
Pierwsze... Chociażby potępienie... Sama świadomość, że dusza moja po śmierci, rozdarta, błąkać się będzie po świecie... Nie zazna spokoju...
<Crade>  
a drugie? *zapytał z zainteresowaniem*
<Estraven>  
Ponadto, brak zmysłów... Węch, smak... Choćby to... Brakuje czasem tego...
<Crade>  
No fakt... Pozbawia cię to wielu radości... A dotyk chociaż pozostał Ci?
<Estraven>  
Słuch, wzrok... Podtrzymywane za pomocą magii i mojego własnego ego... Dotyk... Tego też mi czasem brakuje, choć oszczędza to bólu...
<Crade>  
Lecz nie powiesz... pozbawia też czasem przyjemności... *na jego twarzy pojawił się tajemniczy uśmiech*
<Estraven>  
Hmm... Faktycznie... Choć, wiem z doświadczenia, że da się uzyskać efekty podobne... *Podobnie się uśmiechnął, choć było to tylko przelotne... Po chwili już zniknęło...*
Są jeszcze inne niedogodność... Braki, tak to nazwę, o których jednak nie chcę wspominać...
<Crade>  
- Nie pytamy nie pytamy.... *uśmiechnął się tajemniczo milknąc na chwile*
Lecz wielu czytelników z pewnością zastanawia się jak można zniszczyć licza? Jak go skutecznie zabić? Odpowiesz nam i na to pytanie?
<Estraven>  
Opowiem nawet więcej...
Jeszcze jako Ravnos, umarłem...
Choć była to tylko śmierć pozorna...
Wiedziałem, że nie mogę pozostać zbyt długo martwy...
Było to coś w rodzaju letargu...
<Crade>  
Chciałeś powiedzieć że Twe ciało było martwe?
<Estraven>  
Tak... Tu również nie będę rozwodził się nad przyczynami, nad sposobami...
Ale wróciłem...
I znów postanowiłem się zmienić...
Ponownie ciężkie noce, ślęczenie nad zaklęciami transmutacji...
W końcu udało mi się uzyskać wygląd, który obecnie prezentuję...
<Crade>  
Dobrze... Lecz nie o zmianę wyglądu dokładnie mi chodzi...
<Estraven>  
Wtedy też postanowiłem po raz kolejny zmienić imię... Tym razem znany byłem, już w nieco szerszych kręgach, jako Estraven.
<Crade>  
A raczej gdybym pałał do Ciebie żądzą... powiedzmy mordu...
I chciałbym unicestwić Cię całkowicie żebyś nigdy wrócić nie mógł.
<Estraven>  
Gdybyś chciał mnie zniszczyć?
Możliwe... Całkiem możliwe...
<Crade>  
Dokładnie. Co bym musiał zrobić?
<Estraven>  
Po pierwsze, odnaleźć mój relikwiarz... Bo, nie popełniając błędu Ravnosa, ukryłem go starannie...
Gdybyś już go odnalazł, musiałbyś go zniszczyć... Obejść bariery ochronne i zniszczyć go...
<Crade>  
Tylko tyle? A może aż tyle?
<Estraven>  
Bez relikwiarza, gdy mam jednak ciało mogę przetrwać i stworzyć kolejny relikwiarz...
Należy również zniszczyć ciało...
Obydwa czynniki muszą zniknąć, bym przestał istnieć...
Wyeliminowanie tylko jednego na nic się nie zda...
<Crade>  
Więc z ciała możesz odbudować swój relikwiarz?  

 
<Estraven>  
Tak... Prowadzi to jednak do ponownego rozerwania duszy... Nie osłabia mnie to... Czyni mnie tylko... Hmm... Mniej ludzkim...
<Crade>  
Tak więc jeżeli uważnie przeczytaliście relacje z tego wywiadu problemów mieć nie powinniście mieć z unicestwieniem naszego dzisiejszego rozmówcy. *uśmiechnął się zwijając pergamin i na powrót chowając go do kieszeni płaszcza* - Dzięki Ci wiec Estravenie że znalazłeś dla nas czas... *skinął mu głową w podziękowaniu*
<Estraven>  
*Odpowiedział skinięciem głowy i wstał z fotela...* Krótka to historia, zawiera jednak najważniejsze fakty... Co do niszczenia mnie... Zapraszam serdecznie... *Uśmiechnął się tajemniczo...*



Pergamin:
1 2 3 4

Nakład: