|
|
Jak
kapłan został oszustem.
|
| Ostatnio często
poruszanym tematem jest sprawa
kapłana znanego w towarzystwie
przestępczym jako Tensarioth. Wyłudzacz
pieniędzy, oszust matrymonialny
a także kradziej wielu wartościowych
przedmiotów. Jednak czy aby na
pewno? Wraz z redakcją GG udaliśmy
się na miejsce zbrodni, aby
poszukać odpowiedzi na pytanie:
o co tu chodzi? |
|
Dotarliśmy na miejsce
ostatniej, jakże okrutnej
zbrodni, do skarbca
Braterstwa Wilków. W pustym
skarbcu, wielkim niczym łoże
smoka, siedział i pochlipywał
Gandalf, przewodniczący wielkiej
rady braterstwa wilków. Nad nim
stał Samael i poklepywał go po
ramieniu. Jego ciche groźby w
kierunku Tensariotha sugerowały,
że jego gildia (Gallantry) też
pożegnała się na zawsze z
zawartością swojego skarbca.
Aby uniknąć pewnych
niepotrzebnych konfliktów
dzielna redakcja Głosu zaniechała
prób kontaktu z owymi osobnikami.
Przed skarbcem spotkaliśmy
niejakiego Teuqilę V., który właśnie
zeznawał przed policją
Galimorską. Twierdził, że jego
Zakon został także napadnięty
przez wyżej wspomnianego T.
Czy kapłan może być takim
oszustem? Czy to na pewno ten
Tensarioth którego wszyscy znamy?
Czy działał sam? Jakim cudem
dostał się do skarbców owych
gildii? To pytania które nas dręczyły. |
 |
|
Udaliśmy się więc do śledczego
Psychusa. Niejednokrotnie przełożony
Psychus poinformował nas, że
motywy tej jakże paskudnej
zbrodni leżą w naturze psychuso...
eee, znaczy psychologicznej.
Jednak więcej powiedzieć nie
chciał, mimo gróźb.
Postanowiłem przeprowadzić śledzctwo
na własną rękę. Pożegnałem
się z rodziną i ruszyłem
odkrywać prawdę. Wyniki są
szokujące. Siedząc w pewnej #karczmie
przy (nie)jednym piwku, bo wszak
krasnoludy odczuwają pragnienie
kilkakrotnie mocniej niż inni śmiertelnicy,
spotkałem dziwnie znajomego
krasnoluda, co w szaty kapłańskie
odziany był Spijał najdroższe
piwo, a jego szaty były z
najlepszego jedwabiu.Niezwłocznie
udałem się w jego kierunku, aby
"niby przypadkiem"
zamienić kilka słów. Beczkę
piwa później spytałem
Tensariotha o jego wyczyny. Mój
plan zadziałał i Tensarioth
uchylił rombka tajemnicy. Kapłan
działał sam. Jego sposób był
tak banalny, że aż niemożliwy
do wyobrażenia. Otóż
Tensarioth nie planował
grabierzy. Wyruszył w świat
szukać przygód. Dotarł do
jakiejś pomniejszej gildii, w której
został
przywitany aż nazbyt miło. Od
razu dostał klucze do skarbca i
zbrojowni. Długo nie myśląc,
Tensarioth doczekał późnej
nocy. Ruszył sam jeden do
skarbca, ciężko opróżniając
całą noc jego zawartość. Następnego
dnia już go nie było. Podobnie
zrobił z Gallantry, Braterstwem
Wilków i Zakonem Miecza Północy.
Przyznał się, że wręczone na
początku klucze do skarbca, same
go namówiły do tych czynów.
Wszak czy trudno dziwić się
krasnoludowi, który wpuszczony
do cudzego skarbca bez dozoru
przywłaszcza sobie jego zawartość?
Zanim go potępicie odpowiedzcie
sobie na to pytanie, bo ja już
to zrobiłem.Hans von
Laser
|
| |
|
|
Mała
rozprawka o gildiach
|
Od dawien dawna
ludzie zbierali się w gromady
zapewne świadomi starej prawdy -
trzymajmy się w kupie kupy nikt
nie ruszy. To samo dzieje się w
naszej cudownej krainie.
Bohaterowie (nie mówię, że
wszyscy, ale większość)
uparcie dąży do trzymania się
w mniejszych lub większych
grupkach w nadziei ze uda im się
na czyimś garbie wyjechać na
szczyt. Zazwyczaj w tych grupkach
ludzie trzymają się siebie
bardzo mocno niektórzy to aż
tak mocno ze aż się puścić
nie mogą.
Z ciekawości przejrzałam założenia
prawa i historie, co bardziej
intrygujących z nazw gildii. Chętnie
podzielę się swoimi refleksjami.
Na samym począdku doszłam do
wniosku, iż należałoby założyć
szkołę. Tak szkołę. Taką
gdzie przymusowo, co poniektórym
wiedze wbijałoby się do głów
skutecznie. Metoda do wyboru, możę
być kija i marchewki albo i
kijem po łbie. Nieważne jak
byle był efekt. Bo niektóre
opisy to prawdziwe łąki pełne
kwiatków ( wszak każdy z nas
pragną by zostać Ryceszem), że
o gramatyce nie wspomnę.
Poruszają mnie też niesamowicie
minimalistyczne opisy jak na
przykład "Nazwa wystarczająco
obrazuje gildie". Faktycznie
opis bardzo obrazuje gildie
aczkolwiek nie koniecznie w ten
sposób, o jaki chodziło
autorowi. No cuż zawsze tak jest
ze niektórzy mają zbyt dużo
fantazji a niektórym jest jej
brak. W tym przypadku raczej to
drugie.
Zastanawia mnie tez niesamowity
strach do używania nazw polskich.
Czegoż to się boicie
bohaterowie wszak nasz język pięknym
i bogatym jest. A tutaj proszę
prawie, co druga gildia obcą
nazwę nosi. Choć przyznam ze w
kilku przypadkach rozumiem wybór
obco brzmiącej nazwy, ale o
tylko, dlatego iż w opisie autor
udowodnił ze niezbyt pewnie włada
językiem polskim.
Na koniec mam kilka słów do
tych, co w każdej gildii opiekują
się opisem. Od tego panowie i
panie są oczka by patrzeć a od
tego mamy mózg by myśleć. Tak
wiem ze niektórym ten ostatni
atrybut nie został szczodrze
dany przez naturę, lecz jedna
komórkę też można wykorzystać
chociażby była w kieszeni. I
wreszcie mamy wiernego
przyjaciela pana MS Worda, który
nigdy nie odmówi poprawienia
nawet najbanalniejszych językowych
błędów.Kelebrin
Draug
|
| |
|
|
| Przymierze
odsłona trzecia... |
Prawda li to? Że
demon reaktywował swoje
Przymierze Trzech Ostrzy? Ano
powiadają że prawda. Kiedy to
jeno powiedział, to najbardziej
okupowanym miejscem w karczmie był
stół. Jak to na cholerę komu
stół? Co by się pod niego
schować! Też byście tak
uczynili jak jedni drugim
skoczyli do gardeł, a wam obok głowy
topory i inne kule żywego ognia
latały. Wrzeszczeli to ciągle,
jedni że to hańba, zdrada i
srom. Że Thaumiel to pogwałcił
święte przysięgi i inne tam
uczone rzeczy. Drudzy zaś co
jego stronę trzymali że to gówno
prawda, że stare przysięgi które
dawno przykrył kurz nie mogą
utrudniać doczesnego życia. Czy
ja wiem kto ma racje? Jedno mi to.
Jednak fakt jest faktem że
Przymierze znów działa i znów
pod sztandarem demona. Jedynie
zdaje się że odrobinę
mroczniejsze się stało. Co inni
prawią na ten temat pytacie? Ano
powiem wam. I to nie byle jacy
inni a sam jaśnie demon, i przywódca
Wielkiego Przymierza znaczy się
tego co zostało z pierwszego
Przymierza Trzych Ostrzy. Mówicie
że zawiłe, owe Galimorskie
intrygi? A jużci, wiem to. Ale w
każdym razie : możni panowie których
bezpośrednio to dotknęło...
nic nie rzekli. Ani mi bliżej
nie rzekli. Że co? Srom to dla
nich? Czy ja wiem... nic to. Ale
dziwne to, tak jak dwa a dwa jest
cztery : na forum naszej krainy
to pluli i rzucali się błotem
bez ustanku. A spokojnie słowa
powiedzieć to się nie da.
Co mi tam do tego. Wiele ja już
ci widziałem gildji które zakładał
Thaumiel, i miały być wielkie,
oj wielkie słowa przy nich wisiały.
Ale jakoś jak bańki mydlane.
Tak mnie zastanawia, wiele czasu
przetrwa te nowe Przymierze
Trzech Ostrzy? Co wy też
pleciecie! Że ja źle im życzę?
Bzdura to! Zastanawiam się ino,
bo jak wam tak powiem panie słowa,
słowami a miecz, mieczem. I coś
mi mówi że prędzej czy później
pójdzie walka na jedno i drugie,
ale słów wielkich na wiatr nie
lza rzucać. Więc tylko patrzeć
pozostaje i mi, i poplecznikom
demona, i poplecznikom jego wrogów.Tristian
|
| |
|
|
O
gildiach słów parę
|
Stara era Era
wielkich gildii, szczytnych idei
i niezłomnych ideałów.
Idealizujemy przeszłość, bo już
nie mamy na nią wpływu. Zamknięty
rozdział historii możemy tylko
odłożyć na półkę, co by się
kurzył. Powstaje jednak pytanie
czy to odkładanie na półkę
jest takie dobre w każdym
przypadku?
Spójrzmy na Galimor. Pradawne
wielkie gildie odgrzane na
miedzianej patelni, przywarły i
wtopiły się już w tą krainę.
Lecz czy aby od nadmiaru ciepła
nie zwęgliły się? Czy nie
zatraciły ducha swego? Gdzież są
ci wielcy przywódcy starej ery?
Znudzeni? Bezsilni? Czym są ich
gildie bez nich? Czym są gildię
bez duszy? Marnym chyba ino
zlepkiem istot do niczego
nieprowadzącym. Kto zbierze i
poprowadzi lud? Może nowi? A jak
mają to zrobić będąc
krytykowanymi na starcie? Brakuje
Galimorowi ludzi wielkiego serca,
brakuje tych, którzy nie wytknęliby
z szyderczym uśmiechem błędów,
lecz napisaliby list do dowódcy
nowo założonej gildii z
propozycją pomocy. Jednak i tu
jest drugie dno: Czy aby nowi chcą
naszej pomocy? Czy nie pogardzą
nią myśląc, że i tak są
wystarczająco genialni? Czy jest
jakieś wyjście? Gdzieś z pewnością
jest
Wielu z was częstokroć zarzucało
mi idealizowanie obrazu gildii
jako czegoś naprawdę pięknego,
czegoś łączącego ludzi. Lecz
nic nie poradzę, że tak to widzę.
Właśnie na taki ideał kiedyś
dawno temu w starej erze stworzyłem
własną gildie. Nie była ona
potężna, jej siła nie tkwiła
w liczbie jej członków, nie miała
licznej armii, ani nawet
wysokiego średniego lvlu
wszystkich postaci. Ale jak na
moje tamte umiejętności była
ideałem. Tworzona wspólnie od
podstaw często nie unikając błędów.
Bez pogoni za sławą bo ważny
jest człowiek. Bez krzykaczy bo
najważniejszym jest dobro gildii.
Tak właśnie Dobro gildii, słowo
które dawno straciło na swym
znaczeniu - patryjotyzm gildiowy
czym jest on teraz? Szumnymi hasłami
pt.: Na zawsze, Po wieczność,
Chwała czy Ave? Tylko tym -
chyba niczym więcej. A może więcej
znaczy przynależność do gildii?
Oczywiście, najlepiej świadczą
o tym powtarzające się kradzieże
i ucieczki z szeregów różnorakich
gildii.
Co mam więc powiedzieć ludziom
którym się marzy własna gildia?
Mówię wam: Marzcie od tego są
marzenia. Mając marzenie, mając
cel przy odrobinie umiejętności
dacie radę. Nie zrażajcie się
ocenami. Nie bójcie się prosić
o pomoc - z krain w jakowych
zamieszkiwałem najbardziej
liberalną i przyjazną zawsze
pozostanie Galimor. Po wsze czasy,
bo ta kraina ma swoją dusze. I
przede wszystkim Nie porywajcie
się z motyką na słońce. Nie
łudźcie się, że sami dacie
radę stworzyć gildię. Znajdźcie
przyjazne dusze, odnajdźcie w
sobie nawzajem wspólne cele Stwórzcie
radę gildii, rządźcie wspólnie
albowiem czas despotów i
wielkich przywódców skończył
się i już nie wróci. Miejcie
wiarę, każdy z wielkich zaczynał
z pułapu, na jakim wy teraz
jesteście. Mimo że wielu
pragnie wymazać ten okres ze
swej pamięci będąc
zapatrzonymi w swą obecną potęgę.
Pamiętajcie, zatem:
Nie ważne kim jesteście, ale
kim możecie się stać.
Crade
|
Pergamin: 1 2 3 4
Nakład:
|
|
|