Numer: 1 2 3 4 5
 
 


Jak kapłan został oszustem.

Ostatnio często poruszanym tematem jest sprawa kapłana znanego w towarzystwie przestępczym jako Tensarioth. Wyłudzacz pieniędzy, oszust matrymonialny a także kradziej wielu wartościowych przedmiotów. Jednak czy aby na pewno? Wraz z redakcją GG udaliśmy się na miejsce zbrodni, aby poszukać odpowiedzi na pytanie: o co tu chodzi?  
Dotarliśmy na miejsce ostatniej, jakże okrutnej zbrodni, do skarbca
Braterstwa Wilków. W pustym skarbcu, wielkim niczym łoże smoka, siedział i pochlipywał Gandalf, przewodniczący wielkiej rady braterstwa wilków. Nad nim stał Samael i poklepywał go po ramieniu. Jego ciche groźby w kierunku Tensariotha sugerowały, że jego gildia (Gallantry) też pożegnała się na zawsze z zawartością swojego skarbca. Aby uniknąć pewnych niepotrzebnych konfliktów dzielna redakcja Głosu zaniechała prób kontaktu z owymi osobnikami. Przed skarbcem spotkaliśmy niejakiego Teuqilę V., który właśnie zeznawał przed policją Galimorską. Twierdził, że jego Zakon został także napadnięty przez wyżej wspomnianego T.
Czy kapłan może być takim oszustem? Czy to na pewno ten Tensarioth którego wszyscy znamy? Czy działał sam? Jakim cudem dostał się do skarbców owych gildii? To pytania które nas dręczyły.
 


Udaliśmy się więc do śledczego Psychusa. Niejednokrotnie przełożony Psychus poinformował nas, że motywy tej jakże paskudnej zbrodni leżą w naturze psychuso... eee, znaczy psychologicznej. Jednak więcej powiedzieć nie chciał, mimo gróźb.

Postanowiłem przeprowadzić śledzctwo na własną rękę. Pożegnałem się z rodziną i ruszyłem odkrywać prawdę. Wyniki są szokujące. Siedząc w pewnej #karczmie przy (nie)jednym piwku, bo wszak krasnoludy odczuwają pragnienie kilkakrotnie mocniej niż inni śmiertelnicy, spotkałem dziwnie znajomego krasnoluda, co w szaty kapłańskie odziany był Spijał najdroższe piwo, a jego szaty były z najlepszego jedwabiu.Niezwłocznie udałem się w jego kierunku, aby "niby przypadkiem" zamienić kilka słów. Beczkę piwa później spytałem Tensariotha o jego wyczyny. Mój plan zadziałał i Tensarioth uchylił rombka tajemnicy. Kapłan działał sam. Jego sposób był tak banalny, że aż niemożliwy do wyobrażenia. Otóż Tensarioth nie planował grabierzy. Wyruszył w świat szukać przygód. Dotarł do jakiejś pomniejszej gildii, w której został
przywitany aż nazbyt miło. Od razu dostał klucze do skarbca i zbrojowni. Długo nie myśląc, Tensarioth doczekał późnej nocy. Ruszył sam jeden do skarbca, ciężko opróżniając całą noc jego zawartość. Następnego dnia już go nie było. Podobnie zrobił z Gallantry, Braterstwem Wilków i Zakonem Miecza Północy. Przyznał się, że wręczone na początku klucze do skarbca, same go namówiły do tych czynów. Wszak czy trudno dziwić się krasnoludowi, który wpuszczony do cudzego skarbca bez dozoru przywłaszcza sobie jego zawartość? Zanim go potępicie odpowiedzcie sobie na to pytanie, bo ja już to zrobiłem.

Hans von Laser

     

Mała rozprawka o gildiach

Od dawien dawna ludzie zbierali się w gromady zapewne świadomi starej prawdy - trzymajmy się w kupie kupy nikt nie ruszy. To samo dzieje się w naszej cudownej krainie. Bohaterowie (nie mówię, że wszyscy, ale większość) uparcie dąży do trzymania się w mniejszych lub większych grupkach w nadziei ze uda im się na czyimś garbie wyjechać na szczyt. Zazwyczaj w tych grupkach ludzie trzymają się siebie bardzo mocno niektórzy to aż tak mocno ze aż się puścić nie mogą.
Z ciekawości przejrzałam założenia prawa i historie, co bardziej intrygujących z nazw gildii. Chętnie podzielę się swoimi refleksjami.
Na samym począdku doszłam do wniosku, iż należałoby założyć szkołę. Tak szkołę. Taką gdzie przymusowo, co poniektórym wiedze wbijałoby się do głów skutecznie. Metoda do wyboru, możę być kija i marchewki albo i kijem po łbie. Nieważne jak byle był efekt. Bo niektóre opisy to prawdziwe łąki pełne kwiatków ( wszak każdy z nas pragną by zostać Ryceszem), że o gramatyce nie wspomnę.
Poruszają mnie też niesamowicie minimalistyczne opisy jak na przykład "Nazwa wystarczająco obrazuje gildie". Faktycznie opis bardzo obrazuje gildie aczkolwiek nie koniecznie w ten sposób, o jaki chodziło autorowi. No cuż zawsze tak jest ze niektórzy mają zbyt dużo fantazji a niektórym jest jej brak. W tym przypadku raczej to drugie.
Zastanawia mnie tez niesamowity strach do używania nazw polskich. Czegoż to się boicie bohaterowie wszak nasz język pięknym i bogatym jest. A tutaj proszę prawie, co druga gildia obcą nazwę nosi. Choć przyznam ze w kilku przypadkach rozumiem wybór obco brzmiącej nazwy, ale o tylko, dlatego iż w opisie autor udowodnił ze niezbyt pewnie włada językiem polskim.
Na koniec mam kilka słów do tych, co w każdej gildii opiekują się opisem. Od tego panowie i panie są oczka by patrzeć a od tego mamy mózg by myśleć. Tak wiem ze niektórym ten ostatni atrybut nie został szczodrze dany przez naturę, lecz jedna komórkę też można wykorzystać chociażby była w kieszeni. I wreszcie mamy wiernego przyjaciela pana MS Worda, który nigdy nie odmówi poprawienia nawet najbanalniejszych językowych błędów.

Kelebrin Draug

     
Przymierze odsłona trzecia...
Prawda li to? Że demon reaktywował swoje Przymierze Trzech Ostrzy? Ano powiadają że prawda. Kiedy to jeno powiedział, to najbardziej okupowanym miejscem w karczmie był stół. Jak to na cholerę komu stół? Co by się pod niego schować! Też byście tak uczynili jak jedni drugim skoczyli do gardeł, a wam obok głowy topory i inne kule żywego ognia latały. Wrzeszczeli to ciągle, jedni że to hańba, zdrada i srom. Że Thaumiel to pogwałcił święte przysięgi i inne tam uczone rzeczy. Drudzy zaś co jego stronę trzymali że to gówno prawda, że stare przysięgi które dawno przykrył kurz nie mogą utrudniać doczesnego życia. Czy ja wiem kto ma racje? Jedno mi to. Jednak fakt jest faktem że Przymierze znów działa i znów pod sztandarem demona. Jedynie zdaje się że odrobinę mroczniejsze się stało. Co inni prawią na ten temat pytacie? Ano powiem wam. I to nie byle jacy inni a sam jaśnie demon, i przywódca Wielkiego Przymierza znaczy się tego co zostało z pierwszego Przymierza Trzych Ostrzy. Mówicie że zawiłe, owe Galimorskie intrygi? A jużci, wiem to. Ale w każdym razie : możni panowie których bezpośrednio to dotknęło... nic nie rzekli. Ani mi bliżej nie rzekli. Że co? Srom to dla nich? Czy ja wiem... nic to. Ale dziwne to, tak jak dwa a dwa jest cztery : na forum naszej krainy to pluli i rzucali się błotem bez ustanku. A spokojnie słowa powiedzieć to się nie da.
Co mi tam do tego. Wiele ja już ci widziałem gildji które zakładał Thaumiel, i miały być wielkie, oj wielkie słowa przy nich wisiały. Ale jakoś jak bańki mydlane. Tak mnie zastanawia, wiele czasu przetrwa te nowe Przymierze Trzech Ostrzy? Co wy też pleciecie! Że ja źle im życzę? Bzdura to! Zastanawiam się ino, bo jak wam tak powiem panie słowa, słowami a miecz, mieczem. I coś mi mówi że prędzej czy później pójdzie walka na jedno i drugie, ale słów wielkich na wiatr nie lza rzucać. Więc tylko patrzeć pozostaje i mi, i poplecznikom demona, i poplecznikom jego wrogów.

Tristian

     

O gildiach słów parę

Stara era Era wielkich gildii, szczytnych idei i niezłomnych ideałów. Idealizujemy przeszłość, bo już nie mamy na nią wpływu. Zamknięty rozdział historii możemy tylko odłożyć na półkę, co by się kurzył. Powstaje jednak pytanie czy to odkładanie na półkę jest takie dobre w każdym przypadku?

Spójrzmy na Galimor. Pradawne wielkie gildie odgrzane na miedzianej patelni, przywarły i wtopiły się już w tą krainę. Lecz czy aby od nadmiaru ciepła nie zwęgliły się? Czy nie zatraciły ducha swego? Gdzież są ci wielcy przywódcy starej ery? Znudzeni? Bezsilni? Czym są ich gildie bez nich? Czym są gildię bez duszy? Marnym chyba ino zlepkiem istot do niczego nieprowadzącym. Kto zbierze i poprowadzi lud? Może nowi? A jak mają to zrobić będąc krytykowanymi na starcie? Brakuje Galimorowi ludzi wielkiego serca, brakuje tych, którzy nie wytknęliby z szyderczym uśmiechem błędów, lecz napisaliby list do dowódcy nowo założonej gildii z propozycją pomocy. Jednak i tu jest drugie dno: Czy aby nowi chcą naszej pomocy? Czy nie pogardzą nią myśląc, że i tak są wystarczająco genialni? Czy jest jakieś wyjście? Gdzieś z pewnością jest

Wielu z was częstokroć zarzucało mi idealizowanie obrazu gildii jako czegoś naprawdę pięknego, czegoś łączącego ludzi. Lecz nic nie poradzę, że tak to widzę. Właśnie na taki ideał kiedyś dawno temu w starej erze stworzyłem własną gildie. Nie była ona potężna, jej siła nie tkwiła w liczbie jej członków, nie miała licznej armii, ani nawet wysokiego średniego lvlu wszystkich postaci. Ale jak na moje tamte umiejętności była ideałem. Tworzona wspólnie od podstaw często nie unikając błędów. Bez pogoni za sławą bo ważny jest człowiek. Bez krzykaczy bo najważniejszym jest dobro gildii.
Tak właśnie Dobro gildii, słowo które dawno straciło na swym znaczeniu - patryjotyzm gildiowy czym jest on teraz? Szumnymi hasłami pt.: Na zawsze, Po wieczność, Chwała czy Ave? Tylko tym - chyba niczym więcej. A może więcej znaczy przynależność do gildii? Oczywiście, najlepiej świadczą o tym powtarzające się kradzieże i ucieczki z szeregów różnorakich gildii.

Co mam więc powiedzieć ludziom którym się marzy własna gildia?
Mówię wam: Marzcie od tego są marzenia. Mając marzenie, mając cel przy odrobinie umiejętności dacie radę. Nie zrażajcie się ocenami. Nie bójcie się prosić o pomoc - z krain w jakowych zamieszkiwałem najbardziej liberalną i przyjazną zawsze pozostanie Galimor. Po wsze czasy, bo ta kraina ma swoją dusze. I przede wszystkim Nie porywajcie się z motyką na słońce. Nie łudźcie się, że sami dacie radę stworzyć gildię. Znajdźcie przyjazne dusze, odnajdźcie w sobie nawzajem wspólne cele Stwórzcie radę gildii, rządźcie wspólnie albowiem czas despotów i wielkich przywódców skończył się i już nie wróci. Miejcie wiarę, każdy z wielkich zaczynał z pułapu, na jakim wy teraz jesteście. Mimo że wielu pragnie wymazać ten okres ze swej pamięci będąc zapatrzonymi w swą obecną potęgę.
Pamiętajcie, zatem:
Nie ważne kim jesteście, ale kim możecie się stać.

Crade



Pergamin:
1 2 3 4

Nakład: