|
|
Oj
działo sie działo !!!
|
 |
Karczemne
malowidła
|
| |
| Śpiący jeszcze
karczmarz wstał i wyjrzał zza
szynkwasu. - Co to ma być do
kroćset ? Pustki w karczmie
świecą jako mi pająki w
piwnicy. Wino się marnuje, bo
nie ma komu wypić. Istny skandal.
Tak mówiąc wziął jeden z
dzbanów wina i nalewając do
kielicha upił kilka łyków, co
by się nie zmarnowało.
Podszedł do jednego z okien i
krzyknął donośnie. - Chłopcy!
Pozwólcie no tutaj na moment. Przez
uchylone drzwi weszło do
wnętrza czterech rosłych
mężczyzn, którzy stanęli w
szeregu przed gospodarzem ślepo
czekając na polecenie.
- Tak więc, dziś nie
będziecie nosić stołów ni
gości wyrzucać gdyż tego
drugiego nawet nie ma karczmie
jak widać. - Rzekł gospodarz do
swych pomocników. - Ale to i
dobrze się składa gdyż mam ja
dla Was inne zadanie. Otóż
zajmiecie się sztuką. Tak,
sztuką, namalujecie mi tutaj
trzy obrazy, po jednym na każdej
ze ścian.
Mężczyźni popatrzyli po
sobie ze zdumieniem, lecz nic nie
odpowiedzieli czekając na dalsze
słowa gospodarza.
- Cieszę się, że się
zgadzacie. Otóż tak. Na
ścianie na wprost szynkwasu, tam
gdzie palenisko się znajduje,
tuż nad nim, ma znaleźć się
walka pomiędzy wsławionym
wojownikiem a zagorzałym jego i
nie tylko jego, wrogiem, smokiem
złotym. Słyszeliście
opowieści nie tylko ode mnie
więc wiecie jak rzecz wygląda.
- Po stronie lewej w
przestrzeni gdzie okien nie ma,
namalujecie zali jedną z
zabawniejszych scen, jaka się w
mym przybytku wydarzyła. Zapewne
pamiętacie jak to pan Geil
wampira w korycie dla koni
utopić próbował, a potem jeden
wiedźmak co to do dziś tu
przychodzi przebić kołkiem
próbował. Otóż to chce mieć
tam namalowane by miłe
wspomnienia na myśl czasem
przywodzić.
- Na ścianie trzeciej, w
której wejście jest, znaczy po
prawej stronie, również
pomiędzy oknami, ma się
znaleźć cudowna bitwa. Pierwsza
Bitwa Galimoryjska z dnia 14
miesiąca 2 roku 13 ery naszej.
Kroniki wam czytano, więc
myślę ze problemów mieć nie
będziecie. Zatem do roboty
panowie, bo czas nagli, a po
ciemku niełatwo się maluje.
Wszelkie pomoce, pędzle, farby
są na zapleczu. Życzę
powodzenia i obym się na was nie
zawiódł.
Tak rzecząc stanął ponownie
za szynkwasem. Niedawno
złościł się, że gości brak,
lecz teraz zdanie odmienił, bo
by ino przeszkadzali. Zasiadł na
stołku i patrzył na poczynanie
swych pomocników.
Mężczyźni natychmiast
zabrali się do pracy ni słowa
sprzeciwu nie rzecząc. Jako
żywo pochwycili barwniki,
pędzle i wiadra na kolorowe
płyny. Jako że ich czterech
było jeden malował nad
kominkiem ze smokiem starcie,
drugi wampira topienie na
ścianie lewej, dwaj pozostali
natomiast malowidło
najtrudniejsze, czyli Pierwszą
Galimoryjską Bitwę ze zła
siłami.
Byli sprawni i prędcy w swej
pracy, więc po pewnym czasie
malowidła były już wyraźne i
czytelne.
Nad kominkiem wedle życzenia
karczmarza pojawiło się
malowidło ukazujące ostateczne
chwile życia wojownika i smoka.
Ten pierwszy nabity na długie
pazury złotej bestii trzymane
tuz przy pysku gdzie miecz, o
głowicy w feniksa kształcie, w
gardziel wbity był przez
konającego już bohatera. Widać
było, iż obaj z bólu cierpią
i śmierci nie umkną. Oboje
zginęli, jeden śmiercią
chwalebną, zwycięską i w
innych obronie, drugi pokonan i w
mękach konający, bez żalu z
życia swego okrucieństw.
Po stronie lewej w przestrzeni,
gdzie okien nie było, inne
całkiem malowidło powstało.
Oto taż sama karczma ino z
zewnątrz widziana a przed nią
stojący paladyn, który za łeb
trzymając jakiegoś jegomościa
w korycie dla koni go topił.
Przez okno widać było sylwetki
gości wpół zgięte ze śmiechu
i twarze ich rozbawione do bólu
widząc mężczyznę trudzącego
się dość mokrą robotą. Tuż
przy nim zaś stała postać
wiedźmina, który z szyderczym
uśmiechem patrząc na topionego
jegomościa bawił się
podrzucając osinowy kołek ostro
zaostrzon.
Po prawej stronie powstało
najwspanialsze dzieło jak
również najwięcej czasu
zajęło. Oto pierwsza i jedna z
największych bitew, jakie w
Galimorze się odbyły.
Dwanaścioro bohaterów
walczących ze zła siłami. Z
prawej strony malowidła hordy
pająków, orków, goblinów,
drowów i kto wie jeszcze czego,
z dziką wściekłością biegły
w stronę Galimoryjczyków. Z
lewej zaś strony, w słońca
blasku, w szale bitewnym tonęło
dziesięciu z mężnych
bohaterów, a pośród nich takie
postacie sławne jak Avienar
elfami dowodzący, nekromanta
Khazur liszem będący, Thork ,
Berthonrdin, Alvaron, Barbrius,
Keroloth, który pomimo bycia
bardem jest mężny i waleczny,
Krraig wuj słynnego HordHawka,
długowieczny wampir MortUUs i
Nathaniel. Nad nimi ogniem
ziejąc wznosili się biała
smoczyca tatsu i smok Uplink
zniszczenie siejąc w szeregach
wroga. W tle zaś zastępy
śmigłostrzałych elfów,
zasypywały gradem strzał wojska
nieprzyjaciela, a nad nimi smoki
pod Uplinka dowództwem rzucały
skalne odłamy na nieprzyjaciela
miażdżąc ich ciała sromotnie.
W prażącym słońcu lśniły
zbroje wojowników. Magowie z
różdżek i lasek swych czary
rzucali, nieprzerwanie hamując
napór nieprzyjaciela.
Tak wyobrażali sobie Ci dwaj
malarze Pierwszą Bitwę
Galimoryjską. Gdy skończyli,
wszyscy czterej stanąwszy na
środku karczmy podziwiali swe
dzieła przez moment by po chwili
sprzątnąć rozlane farby,
pędzle oraz wiadra i schować
wszystko na zaplecze.
Mężczyźni po uprzątnięciu
bałaganu, jaki zrobili,
skłoniwszy się karczmarzowi
opuścili karczmę bez słowa
zadowoleni z samych siebie.
Gospodarz spojrzał z dumą po
dziełach niczym szlachcic
patrzący na zbiory ze swych pól,
jakie zostały namalowane na
trzech ścianach karczmy.
Chwalebna walka HordHawka z
Lithem, topienie Nitroxa prze
Geila Jarroda z pomocą Oriona
oraz Pierwsza Bitwa Galimoryjska.
Te trzy wdzięczne malowidła od
teraz zdobią wnętrze
karczemnego przybytku nazywanego
przez karczmarza "Karczmą
pod Pijanym Smokiem".
|
| Poranek dnia
23, miesiąca 1, roku 33. |
Karczmarz: *Z
zaplecza wyszedł zaspanym
krokiem i jak to mawiają, zamiótł
wzrokiem cała karczmę. Nikogo
jeszcze nie było, więc miał
czas by oporządzić wszystko.*
Karczmarz: *Wziąwszy kilka drew
podszedł do paleniska i po
chwili płomień jaskrawy oświetlał
już jego przybytek. Światło oświetlało
doskonale naścienne malowidła.
Po lewej "Wampira Topienie"
przez jakże słynnego Geila, tuż
przy zaś stojący wiedźmin,
Orion. Na ścianie prawej
Pierwsza Bitwa Galimoryjska, w której
wiele znanych osób bój stoczyło,
takich jak legendarna smoczyca
Tatsu, wampir MortUUs czy też
Krraig, wuj HordHawka - zabójcy
Litha.*
Karczmarz: *Tuż nad samym
paleniskiem zaś, w lekko przyćmionym
świetle, zasłanianym przez
kominek, uwiecznione były
ostatnie chwile z życia, wcześniej
już wspomnianego HordHawka, oraz
smoka złotego, Litha, którego
czynów haniebnych niejeden z
tych spod ciemnej gwiazdy urodzon,
by się nie powstydził. Smocza
gardziel ostrzem runami okrytym
przebita, zaś wojownik nadziany
na szpon przy tejże gardzieli się
znajdujący.*
Karczmarz: *Stojąc na środku
przybytku swego i oglądając
dzieła naścienne, wzruszył się
nieco. Wspominając jakże zabawną
przygodę z Nitroxem topionym w
korycie dla koni uśmiechał się,
gdy patrzył na obraz bitwy,
zdawał się oddawać hołd tym
wojownikom zarówno poległym,
jak i tym, którzy do dziś
karczmę odwiedzają. Natomiast,
gdy Patrzył na śmierć
HordHawka, wzruszył się i łezka
w oku się pojawiła, gdyż pamiętał
dobrze tego wojownika dzielnego,
który dzień w dzień
przesiadywał w jego karczmie.*
Karczmarz: *Po chwili wzruszeń,
ocknął się zamyśleń i już
całkowicie trzeźwo, ruszył w
stronę szynkwasu. Chwyciwszy
miotłę, zamiótł całą karczmę
tak jak to wcześniej uczynił
wzrokiem.*
Karczmarz: *Przetarł starannie
wszystkie stoły oraz sam
szynkwas. Na każdym ze stołów
zaś, ustawił po cztery kielichy
dla gości i zniknął na
zapleczu po chwili.*
Karczmarz:, *Gdy wyszedł na powrót,
miał w rękach cztery dzbany z
winem, które ustawił na półkach,
co by trunku nie zabrakło
przybyszom zbyt wcześnie.* Na
szczęście mam jeszcze kilka
beczułek przedniego wina na
zapleczu, co to niegdyś jeden z
krasnoludów mi sprzedał w podróży.
Myślę, że dziś będę
zmuszony z nic zaczerpnąć, gdyż...*Tu
przerwał i począł rozmyślać
spokojnie i z uśmiechem na
twarzy.*
Karczmarz: *Przybytek był już
gotów na pierwszych gości przyjęcie
a gospodarz w przednim humorze
chadzał. Ogarniając wzrokiem
karczmę czegoś mu jeszcze tu
brakowało. Po chwili ruszył w
stronę schodów i wszedł na górę.*
Karczmarz: *Wszedłszy na szczyt
schodów z niemałą zadyszką,
zapukał do pierwszych drzwi po
prawej stronie.* Seetharze!
Wstawaj pijaczyno jedna, ale to
już!. *Krzyknął przez odrzwia
do śpiącego wewnątrz Seethara.*
Orion: # - Panie gospodarzu! Jakże
to tak, z samego rana w dodatku
wrzaskiem budzić? Innych gości
pobudzicie. - Rzekł dźwięcznym
głosem w stronę drzwi, za którymi
stał karczmarz. Podszedł
chwiejnym, bo zaspanym dość
krokiem i otworzył zasuwę
wpuszczając karczmarza do wnętrza.#
Karczmarz: *Przekroczył bez słowa
próg i stanął na środku
pokoju groźnym wzrokiem mierząc
grajka w piżamce zamykającego
drzwi.* Gości tu prawie nie ma
nocujących dziś. Ty zaś
nocujesz tu co dzień, więc
domagam się zapłaty za to i za
posiłki, i za znoszenie twego
chrapania po nocach. Dziś masz
dyżur na dole, będziesz grał
gościom, przez większość dnia.
Podobno to lubisz.* Usmiechnął
się szyderczo gospodarz.*
Orion:# Po zasunięciu zasuwy,
spojrzał przymkniętymi oczyma
na karczmarza. - Dobrze mości
Panie. Jeśli spłacę w ten sposób
swój dług to chętnie zagram,
ino musze mieć cos na popitkę,
bo gardło podczas śpiewu prędko
wysycha. - Uśmiechnął się
szerząc zęby karczmarzowi. Obaj
tak stali w pokoju, jeden na
drugiego patrzący. Pokój
Seethara zaś był bardzo skromny,
jedno okno a przy nim nie łóżka,
ino bardziej prycza. Pod ścianą
malutka szafka na drobne przybory
i kufer z ubraniami. Mężczyźni
stali tak jeszcze przez moment
mierząc się nawzajem wzrokiem.#
Orion: # Seethar zuchwale podszedł
do karczmarza, z dumnie wypiętą
piersią. Ten również naprężył
się a z oczu jakby próbował bić
pioruny. Wtedy obaj parsknęli głośnym
śmiechem wpadając sobie w objęcia.
Rechot mężczyzn napełnił całą
karczmę, aż kogut na zewnątrz
zaczął piać przeciągle.#
Karczmarz: Gdy przestał się śmiać
rzekł do barda.* Doprawdy, udałeś
mi się Seetharze. Ale teraz
wybacz, bo zdaję się, że ktoś
wina woła. Zejdź niedługo na dół
i graj wesoło. Wina, a jakże
dostaniesz cały dzban. Ino żebyś
się zbytnio nie opił.* Tak mówiąc
sam odsunął zasuwę drzwi i
zbiegł na dół po schodach.* Już
biegnę mości Panie. Wybaczcie mą
zwłokę, ale musiałem pewne
sprawy załatwić. *Rzekł
nalewając wina pierwszemu z gości.* |
| |
| |
Pergamin: 1 2 3 4
Nakład:
|
|
|