Numer: 1 2 3 4 5
 
 


   

Stary niedźwiedź mocno śpi...

Powiecie że bzdety pisze, że kaczka jakaś dziennikarska albo inne cholerstwo. Ale jedna rzecz mnie zafascynowała. Pewien krasnolud rzekł mi nie tak dawno, że wszystkie gildie śpią. I to mocnym, wielosezonowym snem. Już chciałem go wykpić i zamówić kolejną flaszkę w karczmie, gdy uderzyła mnie z niemałą siłą: ciągle widać bliznę świadomość tego że faktycznie tak jest! I to nie mowa o jednoosobowych Władcach Całego Mroku Niszczącego Wszystko Co Dobre bla bla bla. Nie! To właśnie te duże, szanowane i przytulne organizacje. Tylko patrzeć jak po ulicach Galimoru będą się toczyć takiego kurzowe kulki jak w opuszczonych miastach rodem z westernów. Nawet ROTL z LOTRem się nie kłócą, Thaumiel cicho chrapie w łóżku, a i miejscowi idioci się gdzieś pochowali. Choć dawniej nie mogłem się nadziwić że nikomu nie znudziło się rzucanie w innych błotem na forum, albo tworzenie gdzie nie spluniesz różniastych paktów tego i tamtego... to do cholery okazuje się że właśnie to trzyma Galimor przy życiu. Może to znów potwierdza ułomność naszej ludzkiej/elfiej/krasnoludzkiej/diabelskiej/niebiań skiej/niziołczej/orczej : że zawsze jakoś lżej się na sercu robi jak bliźni bliźniego ciepnie kamieniem. A jak tamten walnie o zol, i rozwali sobie głowę to już mamy powód do święta. I co tu kryć mi też tego brakuje. Może jesteśmy emocjonalnie upośledzeni, i chorzy na znieczulicę... ale co z tego! Cóż... Więc dlaczego wszyscy którzy byli tak zapalonymi kłótnikami, i pierwsi byli do stawania na ubitej ziemi, teraz chrapią pod puchową kołderką, budząc się tylko na gorącą czekoladę? Gdzie podział się cholerny duch tego miejsca? Jak przechodziłem przez Galimorską granicę po raz pierwszy, pamiętam że uderzyły mnie rozmiary tego wszystkiego : tu jakaś karczma, tam forum, labirynty, lochy, pojedynki i walka armią. A w to wszystko wpleciony był dialog wszystkich mieszkańców. Jedyne co się nasuwało to cytat z pewnego filmu. Przepraszam czy tu biją?. A teraz, to forum może stać nie ruszone przez nikogo przez trzy godziny, karczma takoż tyle godzin albo i więcej. Pobudka do ciężkiej cholery! Zróbcie coś konstruktywnego! Albo i destruktywnego...

Tristian
 

Z niejednego skarbca ....

Pewno pamiętacie aferę obyczajowo - korupcyjną jaką opisywałem kilka miesięcy temu na łamach Głosu. Spodziewałem się, że w pewnym stopniu ludzie pójdą po rozum do głowy. Jakże się myliłem. Kapłan Tensarioth działa cały czas, a jego łupem wciąż padają lekkomyślnie pilnowane skarbce.
Jako członek ochotniczej straży miejskiej, zostałem wyznaczony do pilnowania kosztowności królewskich (nie mylić z kure...skich). Noc przebiegała spokojnie. Wszechobecna nuda zmuszała mnie do różnych bestialskich potworności (liczenia kamieni w murze, ostrzenia topora, gadania z innymi strażnikami). Po kilku godzinach, gdy większość strażników ukradkiem, w najciemniejszych kątach korytarzy, spać się położyła, poczułem że matka natura mnie wzywa. Szczając w trzcinie, przed budynkiem rzecz jasna, trochę się orzeźwiłem (przyszło wraz z ulgą). Wracając do skarbca, już przy drzwiach, odczułem, że coś jest nie tak. Jednak strażnicy spali, żyw, na swoich miejscach. Uznając, że własny umysł mnie oszukuje, udałem się na swój posterunek, wciąż z dziwnym przeczuciem. Postanowiłem, na wszelki wypadek, zajrzeć do skarbca. Jakież było moje (i nie tylko moje) zdziwienie, gdym w środku ujrzał... Tensariotha.
Już miałem bić na alarm, gdy myśl okrutnie przebiegła. Postanowiłem dobić z nim targu. Ja go nie wydam, a on wyjawi mi swoje tajemnice. Pierwsze pytanie jakie zadałem było oczywiście o sposoby jakimi obrabiał gildie. Kapłan wziął głęboki oddech i zaczął opowiadać. Wspomniał, że początkowo to było proste niczym świński ogon. Tensarioth cieszył się poważaniem w całym Galimorze. Był dość znany i można było mu zaufać. Więc wiele gildii słało mu posłańców z zaproszeniem w ich progi. Tens wybierał pierwszego posłańca, który do niego dotarł i, wraz z nim, udawał się go gildii. Jeśli bractwo było warte zachodu, zostawał w nim. Potem Tensarioth udawał się do odpowiedniej osoby, prosić o klucze do zbrojowni. Argumentował swoją prośbę, chęcią pobrania sprzętu, gdyż jak twierdził, wyposażenie miał niepełne, a sam w biedzie żył. Zamiast miecza, brał cały skarbiec ze zbrojownią włącznie. O dziwo, wszyscy się nabierali na ten sam numer. Złodziej odchodził do następnej gildii robiąc to samo. Gdy przywódca gildii był roztropniejszy, to Tens przyznał, że trzeba było włożyć w to trochę wysiłku. Jak jego działalność wyszła na jaw Tensarioth, przybierał różne imienia i różne szaty. Raz podawał się za barda. Innym razem twierdził, że jest nekromantą. Potem był wojownikiem. Przyznał, że w niektórych bractwach bywał kilka razy, czego nawet nie byli świadomi. Jeśli ludzie rozpoznali zmieniał swój wizerunek. Potem prosił na o przygarnięcie go do jakiejś gildii. W Galimorze nikt nie patrzy na skład gildii, kto aktualnie siedzi. Kiedy już był znany w całym Galimorzem Tens musiał użyć wspólnika. Potem jak się rozsławił w całym Galimorze, włamywacz był przekonany, że ludzie będą uważni, a tymczasem gdy nie był zameldowany w żadnej gildii, posłańcy do niego masowo napływali z zaproszeniami. Oznajmiłem mu, że zamierzam opublikować naszą rozmowę. Na jego twarzy pojawił się dziki uśmiech i tylko mi odrzekł: Im trudniej tym lepiej, dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Spytałem, czy nie żal mu było tych wszystkich okradzionych ludzi. Beznamiętnie odpowiedział, że wcale. Okradanie to jego sens życia. Daje mu motywację i stawia przed nim, coraz to trudniejsze, wyzwania. Potem dodał, ze planuje okradzenie całej krainy w jedną noc. Na koniec zadałem mu pytanie: Jak najlepiej obronić się przed włamaniem Tensariotha. Odpowiedź przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Odpowiedział krótko: Hans, to nie będą już włamania Tensariotha...
Dotrzymując umowy, pozwoliłem mu uciec ze skarbca, jednak na grabież się nie zgodziłem. Odprowadziłem go do wyjścia i wróciłem zamknąć wrota do skarbca. Spojrzałem jeszcze raz w stronę komnaty wypełnionej złotem i zauważyłem, że brakuje kilku drobiazgów...

Hans von Laser

 
 
 



Pergamin:
1 2 3 4

Nakład: