|
Pewnego
miłego wieczora do Karczmy zapukało kilku strudzonych
podróżą podróżników. Świat Galimoru zamienić chwilowo
raczyli na warszawskie miasto (to taka mieścina w
Kaczylandii), przedmiotem spotkania było wniesienie do
Galimoru konkurencji w Karczmie, podniesienie jakości
obsługi strudzonych wojowniczek i wojowników poznanie
nowych smaków i próby wpłynięcia na zmianę MENU w
Galimoryjskiej Karczmie. Ponadto zaobserwowanie
reakcji ludzi nie znających świata Galimoru. Am co
widział i zobaczył z nadwornym malarzem uwiecznić się
zgodziłem.
Lord JAO
W konkurencyjnej Karczmie na
zadupiu :
|
Dziwne dzieją się pierdoły, na pierwszy rzut
oka widać, że kufelki mają niewymiarowe, małe
takie jakieś jakby nie wiadomo dla kogo
szykowane. Całe szczęście, że piana na piwie
trzymała się długo (Dłużej od samego piwa).
Wiecznie nam panująca Diablica z ludzką twarzą (Vidette)
dość skutecznie spenetrowała miejsce naszego
spoczynku. Zerkała to tu, to tam zlustrowała
wszystko i prawie wszystkich. Na Barykady
pierwszy wziął się nasz buraczek
Tom Bombadil, który
degustować zaczął jadła podawane tu w obfitych
ilościach (Karczmarzu z Galimoru do Ciebie pije
- tez masz dawać więcej), na efekty nie trzeba
było długo czekać, każdy wie, ze Tom chłop jak
dąb gdy syty gadatliwy jakby bardziej i miły, że
ho ho. Sprawdza się stare galimoryjskie
porzekadło, że woj syty do bitki mniej skory.
Bacznie obserwując degustatora
bart666,
Czege i
Lord JAO zapijali
się piwem (ja to wiem, że z Bimbrowni było). Nad
wyraz dużą skłonnością do degustacji wykazał się
Estraven wręcz
przeciwnie do
Veroni'ego jakby
biedaczek chory był, albo stężenie krwi w
alkoholu jeszcze nie właściwe było. W spóźnieniu
swoim sztukę (przez małe "sz") pokazał
Khayman, który z
mapą i strzałkami na niej ręcznie narysowanymi
dotarł do nas i ochoczo począł testować ichniejszego karczmarza. Juz na wejściu
zadął: Karczmarzu jakie wieści? O rzucaniu hreh
nie wspomnę przez sympatie do chodzącej tarczy w
krótkiej spódniczce. Po rozeznaniu się w MENU
zapodał sobie mięsiwa smacznego (Do Galimoru
takie trzeba wprowadzić). Aleśmy się nagadali,
kuflami postukali jak nigdy dotąd w Galimorze,
cud, że żaden uszczerbku nie doznał, co gorsze
żaden też łupem naszym się nie stał (jak to się
mogło stać - to ja nie wiem). Wśród wielu
ważkich słów, które tego dnia padły przy stole,
bo pierdół było co nie miara, dokonała się
publiczna prezentacja na piersi
Lorda JAO Zbroja
Bogów Galimoru (ofiar w ludziach nie było).
Podziw wielki ona wzbudziła, do dnia
dzisiejszego ślady po łapach jeszcze noszę z
dumą, bo nie byle kto zbroi mojej dotykał. Show,
które się odbywało okraszone było trupą jakiś
marnych grajków, którzy długo krytyki w
Galimorze by nie znieśli, szarpali, dmuchali,
ciągnęli a w ucho jak nie wpadało tak nie
wpadało. Bystre oko oglądających malunki
wykonane za pewno zauważy drugą mniej znana
Galimorowi białogłowę, zapewniam, że wnosi ona
wielki wkład w rozwój i stabilizację naszego
świata. Ona to dzielnie dzień po dniu masuje
obolałe plecki naszego Toma,
będąc mu sterem, okrętem, żona i kochanką w
jednym (taki z niego farciarz). My tu Gadu Gadu
a nie uwierzycie, już północ dobijała aż tu
nagle zza węgła twarzom naszym ukazała się jak
najmroczniejsza zjawa postać
Alamar'a. Ten gościu
to ma farta, przecież mogliśmy w tym czasie
rozbijać stołki i ławy w innym miejscu. Rad
byliśmy, że i on odszukał nas w tej kryjówce, bo
po co ściemniać, że ostatni najdłuższą kolejkę
stawiają. Każdy jak prawie widać odczuł na sobie
czułości Diablicy Vidette,
które to do dnia dzisiejszego z wrażeniem
wielkim wspominam. Kto nie był, niech żałuje,
kto mógł być a nie był - jego strata.
Jak mniemam niebawem kolejne spotkanie przy
świecach w mroku realnego świata. |
|
Pergamin: 1 2 3 4
Nakład:
|